Przesadne przykładanie się do odchudzania

Witam Was moje drogie czytelniczki (i czytelnicy). W dzisiejszym wpisie zastanowimy się nad bardzo ważnym problemem, mianowicie nad nadmiernym przykładaniem się do diety. Już wyjaśniam o co mi chodzi.

Wiele dziewczyn próbuje się odchudzać. Ale nie jest to taka zwykła próba odchudzania. O ile wcześniej, ich całym życiem było jedzenie, tak teraz zmieniają swój życiowy cel na dietowanie. Takie dziewczyny najczęściej nie mają żadnych zainteresowań. W ich życiu nie dzieje się nic, więc muszą czymś wypełnić tę wszechogarniającą pustkę.

Na początku obżerały się i nie patrzyły ile jedzą. Pochłaniały jedzenie kilogramami. Wciągały buzią wszystko, co się dało. Myślały dzień w dzień tylko o jedzeniu i o tym, co by dzisiaj zjadły. W końcu roztyły się tak, że przestały się mieścić nawet w najszersze ubrania w rozmiarze XXXL. To było już za dużo do zniesienia. Dlatego taka dziewczyna postanawia zmienić nieco swoją orientację z obżerania się do dietowania.

Rozpoczyna dietę. Znajduje ją oczywiście w internecie. Nie pójdzie do dietetyka, ani nikogo choć trochę obeznanego w temacie. Wybierze najgłupszą możliwą dietę z internetu, najlepiej jakąś eliminacyjną typu Dukan albo jednorodną typu Kapuściana. Jeśli dziewczyna jest super zdesperowana, z pewnością spodoba się jej dieta ekstremalna, czyli głodówka. Nie wiem dlaczego głodówki nazywa się dietami. Dieta baletnicy, dieta motylka, skinny girl diet itd. Głodówka to głodówka.

Po tym uroczystym rozpoczęciu diety zaczyna się prawdziwy mentalny koszmar. Wyobraźcie sobie, że taka laska nie może po prostu przejść na dietę i podczas reszty dnia zająć się spokojnie własnymi sprawami. Nie, ta dieta musi zawładnąć całym jej nudnym i pustym życiem. Zamiast myślenia o pochłanianiu kolejnych posiłków, dziewczyna ta całymi dniami zaczyna rozmyślać o kilokaloriach i porcjach jedzenia. Jak to się objawia?

Normalna osoba widzi na oko, ile jest w stanie zjeść. Zjada dany produkt i tyle. Ale nie nasza dziewczyna na diecie. Laska na diecie musi dokładnie wiedzieć ile gramów ma każdy ze składników jej obiadu. Następnie wklepuje te dane do swojej głupiej apki żywieniowej na telefonie. Apka pokazuje, że obiad ma całe 200 kcal. To stanowczo za dużo, więc trzeba odrzucić połowę jedzenia z talerza. Dopiero po odrzuceniu nadprogramowej ilości jedzonka zaczyna jeść. Straciła nad tym godzinę, ważąc, wpisując i licząc, ale przynajmniej jest szczęśliwa bo wie, że pochłonęła dokładnie 100 kcal na obiad i ani kalorii mniej.

Tak samo robi ze wszystkim. Nawet z napojami, nawet z wodą. To zaczyna podchodzić pod obsesję. Jeśli mi nie wierzycie, że laski tak robią, wpiszcie w googlach „ile woda ma kalorii?” a znajdziecie dziesiątki i setki lasek pytających się na przeróżnych forach, ile kalorii ma woda, bo chcą wliczyć ją do swojego bilansu kalorycznego.

Takie przesadne liczenie kalorii obciąża nasze funkcje poznawcze i sprawia, że tracimy pokłady naszej wolnej woli. Przez używanie takich skomplikowanych procesów myślowych do takich pierdół jak jedzenie, nie mamy szans na osiągnięcie niczego w życiu. Nie będziemy w stanie już nic zrobić, bo zużyliśmy nasze pokłady energii.

Także nie bądźcie jak te laski, które mają nieograniczone ilości wolnego czasu i szanujcie go. Nie traćcie swych cennych minut na ważenie składników i liczenie kalorii.

Opublikowano w

  1. Niestety, coraz częściej spotykam się ze zjawiskiem, o którym piszesz. Trzeba zwracać uwagę na to, żeby nie popadać w skrajności.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  2. Sama prawda, nic dodać nic ująć. Obserwuję to zjawisko już od lat i to wszystko prawda.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.